Napisane przez: Michał | 2010/04/17

Akustycznie z muzyczną zGagę

Ten wpis powinien być krótki – przychodzę, wklejam filmiki i wychodzę. Tyle, że czuję, że muszę napisać choćby parę słów wstępu. Sprawa bowiem tyczy się wykonawczyni znanej pod pseudonimem Lady Gaga. Wiem – nie ma co tu się produkować. Wypuszcza na rynek coraz to nowe utwory, które są lansowane na niesamowite hity, które mają poderwać masy do ruchu. Co więcej, to chyba działa,  bo ludzie mówią o niej, a w radiach i odtwarzaczach słyszę rytmy pop-elektroniki. Stwierdziłem, że nie będę gorszy i też zaaplikuję sobie trochę jej twórczości…
… ze skutkiem niemalże śmiertelnym.

Nie zrozumcie mnie źle – każdy może słuchać, co się mu podoba.  To też nie wpływa na obiór osób, bo klasyfikowanie ludzi względem muzyki jest niedobre…
… ale jak trzeba być spaczonym, żeby jej słuchać? ;)

I wtedy to pojawia się grupa ludzi, przynosząca prawdziwie dobrą nowinę. Podchodzą z gitarami i zaczynają śpiewać. Nie, nie chodzi mi o jakiś zespół chrześcijańskiego rocka, tylko cover Bad Romance tytułowej bohaterki.

Prawda, że lepiej? I w tym wypadku nie przyjmuję sprzeciwu. Ale najbardziej mnie zaskoczył inny film, a mianowicie akustyczna wersja Poker Face. Sami sprawdźcie:

Tak, to Lady Gaga we własnej osobie.  I tu pada pytanie – czy nie mogłaby nagrywać wersji akustycznych wraz z tymi “normalnymi”? Albo inaczej – czy stacje radiowe muszą katować nas tym “czymś”, co puszczają, zamiast czegoś bardziej strawnego?

To pytanie zostaje niestety bez odpowiedzi…

Napisane przez: Michał | 2009/12/03

Barbórka Zero Dziewięć

W środę, 02. grudnia roku dwutysięcznego dziewiątego, w klubie Proxima odbyła się impreza geologiczna. Każdy, kto chociaż w małym stopniu związany był z grzebaniem w ziemi był zaproszony do zabawy. A jeśli wykupił bilet, w cenę wliczone było średnie piwo. Narzekać więc nie można było. ;) Poniżej materiały audiowizualne z tego eventu.

Zdjęcia: 01 | 02 | 03 | 04

Filmy: 01 | 02

Napisane przez: Michał | 2009/11/26

Vimeo-żółtodziób

No i w końcu stało się – po parunastu dniach namysłów w końcu założyłem konto na vimeo.com. Od dziś możecie oglądać filmy ze mną w roli głównej na vimeo.com/MichalBrynczak. A co tam znajdziecie?

Właściwie, to niewiele. Na razie wpadłem na bardzo mało oryginalny pomysł projektu, który nazwałem “41sekund”. Sprawdźcie filmiki, tam jest wszystko wytłumaczone. A tak poza tym – może raz na jakiś czas będę mówił coś przed kamerą (czytaj: Omnią), któż to wie… ;)

No i to tyle. Miłego oglądania!

Napisane przez: Michał | 2009/11/23

Brytania ze wschodnim akcentem?

Powiedziałbym, że nie tyle akcentem i nie po królewsku, a carsku. Britania, bo o ten zespół mi chodzi, to moje najnowsze odkrycie. W skrócie – jest to klimatyczny trip-hop zza wschodniej granicy. Trzeba Wam wiedzieć, że nie jestem osobą, która toleruje regionalne języki (czytaj: jakikolwiek inny, niż angielski lub polski), bo lubię wiedzieć, o czym śpiewa wykonawca (tudzież wykonawczyni, jak było w tym wypadku). Niemniej jednak płyta “Vrashenie” to album intrygujący, z miłym głosem i odprężającymi brzmieniami. Oczywiście znajdą się też rytmy energetyczne czy z nutką erotyzmu, ale to tylko idzie na plus. :)

Ulubione kawałki? A proszę bardzo, choćby  Snakeskin, Diver, There (choć akurat to od ciągłego słuchania w końcu przejadło mi się), czy pozytywnie brzmiące Sky & Sun. Ale myślę, że każdy znajdzie choćby jedną piosenkę, która podejdzie mu do gustu.

Ogólnie polecam ten album wszystkim, którzy szukają jakiejś alternatywy dla pop-gówna, które leci w radiach komercyjnych. Bez wątpienia “Vrashenie” zrobiło na mnie dobre wrażenie. ;)

Napisane przez: Michał | 2009/11/09

Fajny film ostatnio widziałem…

Jak już wspomniałem jakiś czas temu na Twitterze (przy okazji zjadając słowo “godzin” :P ), pojechałem w końcu do kina ze swoją dziewczyną. Padło na kino Cinema City Promenada. Mieliśmy parę filmów d wyboru, ale z tych wszystkich najbardziej pasował nam “Dystrykt 9.” (no bo ile można oglądać polskich romantycznych komedii czy też odsłon “Piły”?). Słyszałem wiele pochlebnych opinii co do tego filmu, dlatego postanowiliśmy, że i my damy mu szansę nas zauroczyć.

Początek jest dość standardowy, by nie powiedzieć – nudny. Ot, nakreślenie historii, jak Obcy pojawili się na Ziemi, a także jak ludzie ich przyjęli. Cóż, nie był to miły widok – “krewetki”, bo tak pogardliwie byli nazywani kosmiczni przybysze, byli traktowani gorzej niż, za przeproszeniem, murzyni. Stanowili obiekt wyzysku przez wszystkich, będąc przy tym kompletnie bezbronnymi wobec uzbrojonych po zęby ochroniarzy korporacji MNU. To był smutny widok, który pokazywał nam, jak bardzo bezduszni potrafimy być względem innych.

Na szczęście (choć nie do końca dla bohatera głównego), dochodzi do przypadku, który odmieni los “krewetek”. Nie będę zdradzał szczegółów, ale mogę potwierdzić – w tym filmie nie zabraknie strzelanin, zarówno z broni ludzkiej, jak i pochodzenia pozaziemskiego oraz widoku mutantów. No, właściwie, to mutanta, w liczbie pojedynczej, który przejdzie przemianę nie tylko fizyczną ale także mentalną. Nie zabraknie nawet mecha, który pod koniec filmu będzie siał zniszczenie pośród szeregów armii owej “opiekuńczej” korporacji. Po prostu to, co tygryski lubią najbardziej. ;)

Czy warto się wyprać na “Dystrykt 9.”? Moim skromnym zdaniem – tak. Może nas nie zauroczył, jak wspominałem na początku, ale to był solidny film. Dla fanów klimatycznych opowieści o osaczonych, zdesperowanych jednostkach, zdolnych do wszystkiego, będzie to bardzo dobra pozycja. A tym bardziej dla zapaleńców czyhających na efektowne eksplozje. ;)

Napisane przez: Michał | 2009/11/07

Always double-check everything!

Notatkę o takiej treści właśnie powiesiłem sobie na komputerze. Dlaczego? Otóż byłem na tyle roztargniony, że udałem się dziś do szkoły. Co w tym dziwnego czy wręcz zdrożnego? Ano to, że zjazd jest dopiero za tydzień. Co prawda trochę to burzy harmonogram zajęć tygodniowych, ale trzeba się przystosować. Cóż… Na szczęście przez to będę mógł spotkać się dziś z moją dziewczyną. Nie ma tego złego, co nie? ;)

Aha, dziś wziąłem też na tapetę pewną płytę, ale muszę ją kilkakrotnie przesłuchać, zanim o niej opowiem. Zapowiada się jednak przyjemnie. :)

Napisane przez: Michał | 2009/11/04

Kabaty welcome to…

Dziś zawędrowałem z matką na Kabaty, żeby udać się na spotkanie z ortodontą dentystą. Nie, nie ja byłem umówiony, a właśnie rodzicielka. Spędziłem trochę czasu w poczekalni, grając na moim maleństwie (HP 2133) i czytając kolorowe pisemka. Tak, przyznaję się, przeczytałem “Show”, w którym opisywany był rozwód Ibisza i ślub Żebrowskiego. Nie ma to jak informacje z ostatniej chwili – ten numer był z 25 maja.

Hej, to dzień po moich urodzinach. :)

Tak czy inaczej najciekawszą rzeczą była podróż, która przebiegłą raczej spokojnie i bez dziwnych sytuacji. Z autobusu do metra, z metra do autobusu i tyle. Teraz zmarznięty siedzę i piję ciepłą herbatę… Chyba puszczę sobie jakiś progresywny jazz (czy jak to tam nazywają).

PS. Oczywiście zapomniałem wczoraj dodać fotki, którą zrobiłem specjalnie, żeby tutaj wkleić. Ech, skleroza nie boli.

Metro warszawskieZgadnijcie, gdzie jestem. ;)

Napisane przez: Michał | 2009/11/03

“Hello world?”, czyli niezupełnie początek

Witam.

Jakiś czas temu pomyślałem, że byłoby fajnie prowadzić bloga, w którym mógłbym opisywać swoje codzienne życie. Nie, żeby było jakieś wyjątkowe, ale mimo wszystko zdaje mi się, że byłoby co opisywać. Poza tym pisanie regularne wymaga ogarnięcia i przestrzegania zasad. Może w ten sposób nauczę się metodyczności i skrupulatności. ;)

Skąd taki tytuł? Otóż nie jestem zupełnym żółtodziobem, jeśli chodzi o blogowanie. Pierwszy kontakt z tą formą twórczą miałem w roku 2003-2004, kiedy to miałem możliwość korzystania z Internetu u znajomych i w szkole.  Od tamtej pory trochę tekstu przewinęło się przez moje ręce. ;)

Na dziś to chyba tyle. Gdy znajdę czas, powinienem opisać jeszcze parę innych rzeczy. To do zobaczenia. Tudzież przeczytania!

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.